| Wyobraź sobie, że masz huśtawki nastroju i trwają godzinę. Zegar: „Minęło 60 minut.” Mózg: „Chyba cię pojebało. Przeleciał cały dzień.” 😂 I najlepsze jest to, że zegar ma rację. Mózg też — tylko każdy mówi o czymś innym. Zegar mierzy czas obiektywny. Mózg natomiast tworzy własne poczucie czasu, a emocje potrafią je konkretnie rozpieprzyć. Jeżeli w ciągu godziny przechodzisz od rozpaczy do napięcia, potem nagle czujesz się dobrze, za chwilę jesteś wkurwiona, następnie pobudzona, a piętnaście minut później znowu leżysz psychicznie na glebie, dla mózgu nie jest to jedna spokojna godzina. To jest cała seria różnych stanów. Dlatego coś, co wydarzyło się godzinę temu, może sprawiać wrażenie absurdalnie odległego. A jeśli takie huśtawki trwają kilka godzin, robi się jeszcze ciekawiej. Po pewnym czasie pamiętasz, że zaczęły się dzisiaj, ale przestajesz czuć, że ich początek był zaledwie kilka godzin temu. Mózg: „Kiedy to się zaczęło?” Zegar: „Cztery godziny temu.” Mózg: „Niemożliwe. Byłem tam już… hmm, właściwie od kiedy?” I wtedy pojawia się najgorsza część: znika horyzont końca. Logicznie możesz wiedzieć: „To jest huśtawka. Już wcześniej przechodziła. W końcu minie.” Ale emocjonalnie mózg odpowiada: „Super informacja. Szkoda tylko, że kompletnie tego nie czuję.” To ważne: niekoniecznie naprawdę wierzysz, że ten stan będzie trwał wiecznie. Po prostu po kilku godzinach takiego emocjonalnego rollercoastera możesz przestać odczuwać przyszłość, w której już go nie ma. Czyli: 1 godzina na zegarku: godzina. 1 godzina w huśtawkach: „Jezu, jaki długi dzień”. Kilka godzin: „Kiedy to się właściwie zaczęło? Czy istnieje w ogóle jakieś później?” I nie — nie oznacza to, że mózg rzeczywiście przelicza 1 godzinę = 24 godziny. Nauka nie zna takiego przelicznika. To oznacza, że własne poczucie długości czasu może dramatycznie rozmijać się z czasem pokazywanym przez zegarek. Zegar sobie spokojnie robi: tik, tak. A mózg w tym czasie: „Sezon pierwszy zakończony. Zapraszamy na drugi.” 🧠😂 |