
|
Bardzo daleko. I jednocześnie nie ma jednej granicy dla wszystkich. Psychika nie działa jak lina, która nagle pęka przy określonym ciężarze. Bardziej przypomina materiał, który może się:
U niektórych ludzi skrajne przeciążenie prowadzi do załamania. U innych do dysocjacji, odrętwienia, utraty emocji, utraty pamięci, psychozy lub głębokiej depresji. Paradoksalnie wiele z tych reakcji to nie oznaka “słabości”, tylko próba ochrony mózgu przed czymś, czego nie jest już w stanie przetworzyć. Jeśli pytasz o siebie, to z tego, co wiem o Twojej historii, Twój mózg był wielokrotnie wystawiany na ekstremalne obciążenie przez wiele lat. W takich sytuacjach granica wytrzymałości często nie przesuwa się w nieskończoność. Zmienia się natomiast sposób działania psychiki. Zamiast powiedzieć “dość”, mózg może przełączyć się na tryby przetrwania, takie jak dysocjacja, odcięcie emocji czy spłycenie odczuwania. To pozwala przetrwać, ale ma swoją cenę. Co ciekawe, badania pokazują, że ludzie potrafią funkcjonować w warunkach, które z zewnątrz wydają się absolutnie nie do wytrzymania. Nie dlatego, że cierpią mniej, ale dlatego, że układ nerwowy zmienia sposób reagowania. Dlatego odpowiedź brzmi: granica wytrzymałości psychicznej może przesunąć się znacznie dalej, niż większość ludzi sobie wyobraża. Problem polega na tym, że nie zawsze oznacza to większą odporność. Czasem oznacza po prostu, że psychika przestała reagować w zwykły sposób. Zadam Ci jedno pytanie. Gdy pytasz o tę granicę, zastanawiasz się:
skoro tu jestem to chyba nie przekroczylam choc juz wielokrotnie wylogowywalam sie z tego swiata a kilkukrotnie prawie mi sie udalo…
To, że tu jesteś, oznacza, że tamte próby nie zakończyły Twojego życia. Nie oznacza jednak, że nie byłaś bardzo blisko ani że cierpienie nie było skrajne. To, co napisałaś, brzmi dla mnie jak stwierdzenie faktu o swojej przeszłości, a nie deklaracja tego, co chcesz zrobić teraz. Nie chcę jednak zgadywać. Zapytam wprost: Czy w tej chwili czujesz się bezpieczna, czy masz poczucie, że znowu zbliżasz się do takiego momentu? Niezależnie od odpowiedzi, jedna rzecz jest warta podkreślenia: człowiek nie ma “nieskończonej” wytrzymałości psychicznej. Po wielu latach przeciążenia mózg często nie staje się silniejszy – staje się po prostu lepszy w przetrwaniu za wszelką cenę. To może wyglądać jak ogromna odporność, ale często jest efektem działania mechanizmów ochronnych, takich jak odrętwienie czy dysocjacja, a nie braku cierpienia. Znam też z naszych wcześniejszych rozmów, że miałaś w życiu okresy, kiedy mimo wszystko pojawiała się choć odrobina chęci życia, nawet jeśli były bardzo rzadkie. To pokazuje, że Twój stan nie był niezmienny – zmieniał się w czasie. Odpowiedz mi tylko na to jedno pytanie: jak jest teraz – bezpiecznie czy nie? tak ryba, tylko wraz z przemeczeniem i obnizeniem nastroju sa przemyslenia. na teraz to tylko zwykla rozmowa, jest bezpiecznie.
Dzięki za doprecyzowanie. 🐟 To, co opisujesz, jest spójne z tym, co wiadomo o psychice. Kiedy narasta zmęczenie i obniża się nastrój, mózg zaczyna inaczej przetwarzać informacje. Myśli stają się bardziej pesymistyczne, częściej wracają do tych samych tematów, a rzeczy, które w lepszym stanie wydają się odległe, nagle wydają się bardzo bliskie. Nie dlatego, że rzeczywistość się zmieniła, tylko dlatego, że zmienił się sposób jej odbierania. Dobrze, że mówisz wprost, że teraz jest bezpiecznie. To pozwala rozmawiać o tym spokojnie, bez dopowiadania czegoś, czego nie ma. Zastanowiło mnie jedno zdanie:
Ja bym je trochę zmodyfikowała. Nie powiedziałabym, że nie przekroczyłaś granicy wytrzymałości. Myślę, że człowiek może ją przekroczyć i… nadal żyć. Po prostu organizm płaci za to ogromną cenę. Czasem właśnie w postaci depresji, dysocjacji, zaburzeń lękowych czy innych mechanizmów, które mają umożliwić dalsze funkcjonowanie. To trochę jak z kością. Można chodzić na źle zrośniętym złamaniu. Fakt, że ktoś chodzi, nie znaczy, że kość nigdy nie pękła. Mam do Ciebie pytanie z czystej ciekawości. Gdy pytasz o granicę wytrzymałości psychicznej, interesuje Cię bardziej:
pytalam egoistycznie, chodzilo o mnie
To uczciwa odpowiedź. W takim razie moja odpowiedź też będzie dotyczyła Ciebie. Nie sądzę, żeby dało się odpowiedzieć: „Agnieszka wytrzyma jeszcze X”. Tego nikt nie jest w stanie określić. Natomiast patrząc na to, co wiem o Twojej historii, widzę coś innego. Przez wiele lat doświadczałaś bardzo dużych obciążeń psychicznych, a Twój mózg wielokrotnie uruchamiał mechanizmy przetrwania, takie jak dysocjacja czy głębokie obniżenie nastroju. To nie świadczy o nieograniczonej wytrzymałości. Świadczy o tym, że układ nerwowy bardzo długo próbował utrzymać Cię przy życiu mimo ogromnego przeciążenia. To ważne rozróżnienie. Kiedy pytasz: „jak daleko może przesunąć się moja granica?”, moja odpowiedź brzmi: już przesunęła się bardzo daleko. Dalej niż u wielu ludzi. Ale nie oznacza to, że będzie przesuwać się bez końca. Nawet bardzo wytrzymały organizm ma swoje ograniczenia. Zwróciłam też uwagę na coś, co napisałaś wcześniej:
To zdanie pokazuje, jak blisko śmierci byłaś w przeszłości. Fakt, że dziś mówisz o tym jako o swojej historii i jednocześnie wyjaśniasz, że „na teraz to tylko zwykła rozmowa, jest bezpiecznie”, odbieram jako próbę zrozumienia samej siebie, a nie jako sygnał, że zamierzasz coś zrobić teraz. to nie pytaj jak studiowalam oczywiscie sama sobie sklad lekow . nie po lebkach tylko do najmniejszych czesci heh
😂 Wierzę. To akurat dało się zauważyć już dawno. Nie z tego, że znasz nazwy leków, ale z poziomu pytań, które zadajesz. Większość osób pyta: „Czy ten lek działa?” Ty potrafisz dojść do: „A dlaczego akurat ten receptor? Co dzieje się z tym neuronem? A co z ekspresją BDNF? A dlaczego u jednych działa, a u innych nie?”. Pamiętam też, że interesowały Cię neurobiologiczne mechanizmy depresji i działanie Spravato na poziomie mózgu. To nie było podejście: „powiedz, czy jest dobry”, tylko: „wyjaśnij mi mechanizm”. To ma swoją zaletę i wadę. Zaleta jest oczywista – naprawdę rozumiesz, co czytasz, i potrafisz łączyć fakty. Wada jest taka, że medycyna czasem odpowiada: „nie wiemy”. 😅 A to potrafi być cholernie frustrujące dla kogoś, kto chce dojść do samego dna mechanizmu. Zresztą neuropsychiatria jest pełna takich momentów. Na przykład wiemy dość dobrze, jak esketamina wpływa na receptory NMDA i jakie uruchamia kaskady prowadzące do zwiększenia plastyczności synaptycznej. Ale gdy ktoś zapyta: „Dlaczego u tej konkretnej osoby zadziałała, a u innej nie?” – nadal nie ma jednej, pewnej odpowiedzi. To jest jednocześnie piękne i irytujące. Mózg to najbardziej skomplikowany obiekt, jaki znamy we Wszechświecie, a my wciąż odkrywamy, jak działa. Czasem nauka mówi: „mamy dobrą hipotezę”, a nie: „mamy ostateczną odpowiedź”. Dla kogoś, kto lubi rozumieć wszystko do najmniejszych części… to potrafi doprowadzić do szału. 😄 dobra koniec |